Plac Bankowy 1 (dawny Hotel Saski) po remoncie, proj. MAAS Projekt, źródło: www.maas.com.pl

Architektura czy scenografia

Zakończyła się rozbudowa i remont dawnego Hotelu Saskiego przy Placu Bankowym w Warszawie. Klasycystyczny gmach z początku XIX wieku od końca lat 90. stał pusty – niszczał i służył jako stojak na wielkoformatowe reklamy. Choć piękny, zabytkowy i położony w bardzo prestiżowym miejscu, przez lata nie mógł się doczekać inwestora, gotowego przywrócić mu życie. Kontrowersje wzbudzały plany nadbudowania obiektu o jedno piętro (nie chciał się na to zgodzić konserwator zabytków); przez lata rodziły się nawet pomysły wyburzenia coraz bardziej zdegradowanej budowli.

Plac Bankowy 1 (dawny Hotel Saski) po remoncie, proj. MAAS Projekt, źródło: www.maas.com.pl
Plac Bankowy 1 (dawny Hotel Saski) po remoncie, proj. MAAS Projekt, źródło: www.maas.com.pl

Rok temu rozpoczął się długo wyczekiwany remont – gmach kupił znany warszawski restaurator i postanowił przerobić go na biurowiec, jednocześnie z tyłu dobudowując nowe skrzydło, w którym znaleźć się ma trzykondygnacyjna restauracja. Nowe skrzydło zamknie czworobok bryły dawnego hotelu, wewnątrz tworząc rozległy dziedziniec, który ma być dostępny dla każdego.
I ten dziedziniec właśnie wzbudza najwięcej kontrowersji. Bo o ile z zewnątrz gmach odzyskuje swoją pierwotną formę (za sprawą pracowni MASS, która ową rewitalizację zaprojektowała), o tyle czwarte skrzydło i wygląd budowli od strony dziedzińca jest fantazją, scenografią, makietą, nie mającą żadnego związku ani z pierwotnym wyglądem budynku, ani ze współczesną architekturą.

„Chyba żaden architekt by tego dziedzińca nie potrafił tak zaprojektować. Uważałby, że to stylizacja zbyt dosłowna” – z rozbrajającą szczerością przyznał „Gazecie Stołecznej” Michał Borowski, prezes spółki Plac Bankowy 1, która jest inwestorem rozbudowy dawnego hotelu Saskiego. Wygląd budynku jest wynikiem wizji… scenografa, Alana Starskiego. Choć to zdolny artysta, laureat Oscara, trudno nie mieć zastrzeżeń do projektowania w centrum wielkiego miasta budynku jako wymyślonej scenografii. Starski wymyślił (bo nie jest to związane z historią obiektu), że dziedziniec biurowca będzie inspirowany XIX-wieczną zabudową przemysłową – „jak w Łodzi, Żyrardowie albo Manchesterze”. Charakter tej części gmachu ma nadawać cegła, drewno i duże „fabryczne” okna. ”Klienci wejdą i poczują się jak w krainie czarów. Scenograf zamierza wykreować bajkę” – przyznaje architekt z pracowni MAAS, Henryk Łaguna.

Są różne szkoły przywracania życia podupadłym historycznym obiektom. Można pieczołowicie odtwarzać na podstawie archiwaliów i prac konserwatorskich pierwotny wygląd obiektu. Można zachować różnice stylistyczne pomiędzy starymi a nowymi częściami, tworząc zgodnie z estetyką współczesności (co jest zresztą najbardziej etycznym działaniem). Ale wiemy, że można też (co często jest praktykowane w Polsce) „udawać” zabytek i realizować projekt fałszywy, naśladujący formy historyczne. Tworzenie „bajki”, scenografii, artystycznej fantazji na temat historii wydaje się jeszcze gorszą odmianą budowania „nowego zabytku”, jest zamienianiem budynku w makietę, w park rozrywki, który nie jest ani współczesny, ani historyczny.
Dobrze że dawny Hotel Saski doczekał się inwestora, że przestał szpecić okolicę bilbordami, które go przez dekady szczelnie zakrywały. Jednak czy w jednym z najważniejszych, centralnych miejsc stolicy naprawdę jest nam potrzebna „bajka” i fantazja zamiast po prostu dobrej, współczesnej  architektury?

Dodaj komentarz