6251021530_9bcaec7d15_o

Bilewicz: Potrzeba prawdziwej demokracji

Jeżeli znajdziemy postulaty, które wyrażą interes zarówno człowieka pracującego na śmieciowej umowie w fabryce samochodowej, jak i absolwenta wyższej uczelni, który nie może znaleźć pracy, to ruch ma szanse na realną zmianę – mówi Michał Bilewicz w rozmowie z Mikołajem Syską. 

 

Wydawałoby się, że pokolenie Marca będzie zadowolone z Oburzonych, bo oni w pewnym sensie wyrastają z tradycji i idei pokolenia KOR-u. Tymczasem usłyszeliśmy, poza kilkoma wyjątkami, raczej krytyczne głosy i nawoływanie do zachowania status quo. Czemu nikt ze starszych nie powie młodym tak jak Hessel: „Buntujcie się, oburzajcie, bo jest o co. I angażujcie się w zmianę świata na lepszy”.
W maju ‘68, kiedy wybuchły na Zachodzie protesty, mówiono, żeby nie wierzyć ludziom po trzydziestce. Ja bym upatrywał symboli tego dzisiejszego buntu w osobach jeszcze młodszych, takich jak np. Camila Vallejo, która stała się twarzą protestów studenckich w Chile. Młodzi mogą się spokojnie obejść bez poparcia starszego pokolenia, chociaż podejrzewam, że tacy ekonomiści jak Tadeusz Kowalik czy Ryszard Bugaj mogliby odegrać podobną rolę jak Joseph Stiglitz w USA. Nie oczekujmy jednak, że ci, którym się powiodło, są zatrudnieni na umowach o pracę na czas nieokreślony, dawno już spłacili swoje kredyty i mieszkają we własnych domach, z entuzjazmem przystąpią do protestów, które wasze pokolenie dzisiaj proponuje.

 

Ale Oburzeni protestują też przeciwko zanikowi idei i wartości moralnych w obecnym systemie. To nie jest wspólne?
Mam kolegę, który bardzo intensywnie gra na Foreksie, i drugiego, który zaciągnął kredyt we frankach szwajcarskich. Są bliskimi przyjaciółmi. Kiedy załamał się kurs franka, ten pierwszy zarobił gigantyczne pieniądze kosztem drugiego, który stanął wobec poważnych trudności ze spłaceniem kredytu – a może i ryzyka utraty mieszkania. Myślę, że jeśli zrozumieją oni, w jak trudnej etycznie sytuacji stawia ich dzisiejszy globalny kapitalizm, to chętniej dołączą do Oburzonych. To jest rzeczywiście ogromny dylemat moralny: błyskawiczny zysk jednej osoby powoduje bardzo poważne straty innej; bogacenie się 1 procentu społeczeństwa pociąga za sobą problemy pozostałych 99 procent. Takie sytuacje będą coraz częstsze. I myślę, że potrzeba prawdziwej demokracji, prawdziwej przyjaźni, prawdziwych, niespieniężonych relacji miedzy ludźmi, mogą połączyć Oburzonych z tym jednym procentem beneficjentów, którzy w którymś momencie zrozumieją bezsens chowania się za murami grodzonych osiedli i zjednywania sobie życzliwości za pieniądze.

 

Slavoj Žižek mówił do osób okupujących Wall Street, że bardzo ważne będzie to, co nastąpi później, gdy wszyscy wrócą do domów. Co zrobić, żeby bunt przełożył się na siłę sprawczą w polityce? Czy Oburzeni powinni założyć jakieś struktury?
Te struktury już istnieją. Są wirtualne, ale takie muszą teraz być. Moim zdaniem Oburzeni na razie powinni się skupiać na protestach ulicznych. Badania psychologiczne pokazują, że osoby, które raz wyjdą na ulicę, najczęściej wychodzą po raz kolejny. Oni się już policzyli i wiedzą, że są siłą. Na wiosnę spodziewałbym się kolejnej fali protestów. Natomiast ich postulaty muszą się jeszcze wykrystalizować. Na razie są bardzo eklektyczne.  Muszą włączać do ruchu wszystkich ludzi, niezależnie od ich światopoglądów i etnicznego pochodzenia. Jeżeli znajdziemy postulaty, które wyrażą interes zarówno człowieka pracującego na śmieciowej umowie w fabryce samochodowej, jak i absolwenta wyższej uczelni, który nie może znaleźć pracy, to ruch ma szanse na realną zmianę.

 

Będzie to możliwe bez stworzenia przez ruch własnych instytucji?
Pod naciskiem społecznym istniejące już instytucje są w stanie zrealizować takie postulaty. Pewnie skuteczniej niż powstające oddolnie struktury. Wiele pomysłów, które dziesięć lat temu, w czasie poprzedniej recesji gospodarczej, podnosiliśmy w trakcie protestów antyglobalistycznych – jak na przykład podatek Tobina – nadal nie zostało zrealizowanych. Miejmy nadzieję, że Oburzeni będą mieć więcej szczęścia. Myślę, że istniejące struktury rządów czy organizacji międzynarodowych, muszą prędzej czy później odpowiedzieć na obecne protesty. I jeśli ich odpowiedź będzie adekwatna, wówczas zamiast zamieszek i nacjonalizmów mamy szansę na nowy ład społeczno-ekonomiczny, oparty na zaufaniu i współpracy, a nie na chciwości i wyścigu szczurów.

Cały tekst na stronie www.krytykapolityczna.pl

Dodaj komentarz