Stadion w czasie imprezy inauguracyjnej - OTO JESTEM!, fot. Mateusz Włodarczyk (Creative Commons 3.0)

Co po Euro?

Niecałe 12 godzin po ostatnim gwizdku, jaki zabrzmiał na finałowym meczu rozgrywek Euro 2012 pojawiły się pierwsze opinie na temat imprezy i pierwsze pytania o to, co nam dały te Mistrzostwa.

Dr Piotr Majewski, kulturoznawca i socjolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej i Instytutu Badań nad Przestrzenią Publiczną przedstawił wynik badań, jakie prowadzono w Warszawie przez czas Euro, z których wynika, że aż 90% warszawiaków cieszy się z tego, że impreza odbyła się w stolicy (tylko 5% jest przeciwnego zdania). Także 90% uważa, że miasto zdało egzamin, wszystko było dobrze zorganizowane i Warszawa sprawdziła się jako gospodarz Mistrzostw (tylko 7% badanych uznało, że to była porażka).
„Ludzie nagle uwierzyli w inną, nową wizję miasta – nowoczesnego, skutecznego, które jest fajne, można je pokazać na zdjęciu i kliknąć na Facebooku „lubię to”. Na meczu Włochy – Niemcy byłem w knajpie, w której obok siedzieli studenci i panowie w marynarkach. Polacy mieli na policzkach barwy Włoch, Niemiec lub takie i takie. Atmosfera była rewelacyjna. Ludzie dosiadali się do siebie, było mnóstwo rozmów”, mówił dziś „Gazecie Stołecznej” dr Piotr Majewski.

I trudno się z tym nie zgodzić. Każdy, kto czas Euro przeżywał w Warszawie, widział wielonarodowy, rozbawiony tłum na ulicach i całonocne radosne imprezy. Mimo komunikacyjnego paraliżu, mimo zalewu reklamami, mimo wielu niepotrzebnych wydatków i innych, koniecznych do przedyskutowania problemów, Warszawa okazała się przyjaznym miejscem dla wszystkich, którzy chcieli wziąć udział w całodobowej fieście, jaka odbywała się w centrum miasta z okazji Euro.
Ten sam wątek odbywającej się przy okazji zakończenia Mistrzostw dyskusji porusza na łamach „Res Publiki Nowej” Marta Wróblewska, pisząc: „Czego Warszawa może nauczyć się od kibiców? Że miasto to nie tylko wielkie inwestycje i imprezy plenerowe, ale też ludzie bawiący się przed klubem, śpiewający na ulicach i organizujący pikniki w parkach. Że reprezentacyjne rejony miasta, takie jak Krakowskie Przedmieście czy Starówka, są własnością wszystkich obywateli, a nie tylko tych, którzy tam mieszkają i chcą mieć święty spokój. Że czasem lepiej zatrudnić ludzi do sprzątania ulic po weekendzie niż karać za śmiecenie”.

Strefa Kibica w Warszawie
Strefa Kibica w Warszawie

Nawet przeciwnicy organizacji Euro w Polsce nie mogą nie przyznać, że przez te kilka tygodni Warszawa nie wyglądała jak zwykle: zamieniła się bowiem w prawdziwie europejską stolicę, w której ulice należą do mieszkańców, a miasto jest wspólną, lubianą, przyjazną przestrzenią do zabawy, spotkań, rozrywki, spędzania czasu. W Londynie, Paryżu, Barcelonie Lizbonie są obszary, które nie zasypiają, które są terenem integracji i wspólnego przebywania mieszkańców i turystów. Warszawa na noc zamiera (bo cisza nocna, bo zakaz picia piwa na ulicach, przepisy bezpieczeństwa itd.) – ale pomiędzy 8 czerwca a 1 lipca i tu można było poczuć klimat „zachodnioeuropejski”, bo na czas Euro jakby wszystkie te ograniczające życie nocne stolicy przepisy zostały zawieszone.

O ile nastrój radości zapewne minie i obecność mieszkańców na ulicach wróci do normy (czyli ulice znów będą służyć tylko do przemieszczania się, najlepiej tylko pomiędzy 6 rano a 22), w mieście zostanie sporo wybudowanej przy okazji Euro infrastruktury. Najbardziej widowiskowym tego przykładem są stołeczne dworce, przez dekady straszące każdego, dziś czyste, schludne, eksponujące swoje niewątpliwe atuty architektoniczne. Serwis Sport.pl wylicza, że Polska zyskała nie tylko „zachwycające” stadiony, ale i organizacyjne know-how, poparte doświadczonym właśnie sukcesem, co powoduje, że Polacy są już gotowi na zorganizowanie kolejnej imprezy o podobnej albo i większej skali. ”Przegląd Sportowy” zaś publikuje wywiad z szefem UEFA, Michelem Platinim, który także uważa, że zarówno Polska, jak i Ukraina stanęły na wysokości zadania i doskonale spisały się jako organizatorzy Euro.

Stadion w czasie imprezy inauguracyjnej - OTO JESTEM!, fot. Mateusz Włodarczyk (Creative Commons 3.0)
Stadion w czasie imprezy inauguracyjnej – OTO JESTEM!, fot. Mateusz Włodarczyk (Creative Commons 3.0)

Radość z nowych odcinków autostrad i umytych dworców (o której pisze dziś m.in. „Życie Warszawy”) tłumi trochę fakt, że także przy okazji Euro uwidocznił się stosunek władz Warszawy do inwestycji kulturalnych – a ten jest raczej negatywny. Wśród przeważających głosów zachwytu, jakie dziś można znaleźć w popularnych mediach, jedynie serwis TVN Warszawa przywołuje przegraną stolicy w rywalizacji o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, przeciągające się procedury, związane z budową siedziby Sinfonii Varsovii, zerwanie umowy z Christianem Krezem, brak jakiejkolwiek rewitalizacji Pragi, która miała nastąpić przy okazji budowy Stadionu Narodowego (do listy można by dodać jeszcze skandaliczny sposób zarządzania miejskimi teatrami czy brak ogólnodostępnych imprez innych niż przaśne festiwale piosenki biesiadnej). Pani Prezydent dziennikarzom TVN Warszawa przyznaje, że w zarządzaniu stolicą i nowymi inwestycjami nie ma priorytetów – realizuje się to, co mieszkańcy w corocznych badaniach opinii uznają za najważniejsze (a są to głównie nowe drogi, obwodnica, metro, most). Mimo niewątpliwego organizacyjnego sukcesu, jakim było Euro 2012 w Warszawie przerażeniem napawa fakt, że dwumilionowym miastem rządzi ekipa, która nie ma żadnej wizji ani pomysłu, a jej działania podyktowane są przede wszystkim chęcią dobrego wyniku w sondażach.

Dodaj komentarz