fot. Peter Griffin, źródło: www.publicdomainpictures.net

Dekalog dobrego miasta

Miasto przyjazne – to takie, w którym każdy czuje się dobrze, w którym nie pojawia się poczucie zagrożenia, w którym przebywanie nie wywołuje stresu. Do takiego miasta chętniej przyjeźdżają turyści, oferuje ono lepsze warunki inwestorom, powoduje, że jego mieszkańcy identyfikują się z miejscem, w którym żyją.
Cywilizowane kraje już jakiś czas temu odkryły, że jednym z generatorów takiego „miejskiego stresu” jest wzmożony ruch samochodowy. Nie tylko stanowi on zagrożenie dla o wiele słabszych uczestników ruchu, czyli pieszych czy rowerzystów, ale też generuje gigantyczne koszty, zanieczyszczenia, hałas oraz stres także dla samych kierowców (żadne współczesne miasto nie jest wydolne pod względem prywatnej komunikacji, korki są wszędzie, a te wywołują konflikty i nerwy). Dlatego coraz więcej miast stara się ruch samochodowy zmniejszyć, zastępując go komunikacją publiczną, ścieżkami rowerowymi, traktami pieszymi. Na temat tego, jak przeprowadzić takie zmiany jak najlepiej powstało wiele badań i opracowań. Jednym z nich jest praca amerykańskiego urbanisty, Jeff Specka pt. „Walkable City”. Choć książka ta odnosi się do sytuacji w miastach USA, główne jej tezy pasują także do innych metropolii.

„10 kroków do miasta przyjaznego dla pieszych” – to swoiste „10 przykazań” dla każdego, kto chce, aby w miastach XXI wieku żyło się lepiej i bezpieczniej. Opisuje je Speck, a w ślad za nim internetowy serwis miastowruchu.pl, mający na celu promowanie rozwiązań przyjaznych środowisku i ludziom.

Wiele z wyliczonych przez Specka punktów jest oczywistych (choć wciąż zbyt rzadko wprowadzanych w życie): konieczność rozwijania transportu publicznego, wspieranie lokalnego handlu i usług (żeby na zakupy można było chodzić pieszo), rozwój tras rowerowych. Ale niektóre mogą zaskakiwać: obsadzanie drzewami ulic, tak potępiane w Polsce, według wszelkich badań zmniejsza ilość wypadków; do pieszych wędrówek zachęcają też estetyczne, zadbane elewacje budynków: mniej chętnie chodzimy między brzydkimi domami.

fot. Peter Griffin, źródło: www.publicdomainpictures.net
fot. Peter Griffin, źródło: www.publicdomainpictures.net

Cały ten „dekalog” można znaleźć po polsku m.in. w serwisie miastowruchu.pl. Doskonale dopełnia go „10 tez sprawnego transportu”, spisane kilka miesięcy temu przez dwa wrocławskie stowarzyszenia: Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocławia i Wrocławską Inicjatywę Rowerową. Tu już pierwszy punkt pokazuje, jak bardzo polskie miasta są zacofane, jeśli idzie o komunikacyjną świadomość: „Dostosowanie ruchu do miasta, a nie na odwrót”, piszą autorzy „10 tez sprawnego transportu”. W naszych miastach wciąż poszerza się ulice, buduje nowe i modernizuje stare, wydając na nie ogromne kwoty i nie myśląc o tym, że ich poszerzanie może trwać w nieskończoność, a nigdy nie poprawi sytuacji, bo wiele pasów ruchu zachęca kolejnych kierowców do jeżdżenia prywatnymi autami, co powoduje dalsze korki i nie usprawnia ruchu. Kolejne punkty w racjonalny sposób udowadniają, że miejska infrastruktura dla samochodów musi się zmienić i nie jest to ani trudne, ani kosztowne.

Jak piszą autorzy „10 tez sprawnego transportu”: „Uważamy, że Polityka Transportowa musi przed wszystkim służyć poprawie jakości życia. Aby to osiągnąć należy: zwiększyć mobilność w mieście i aglomeracji przy jednoczesnym zmniejszeniu oddziaływania transportu na środowisko; przeciwdziałać wykluczeniu niezmotoryzowanych grup społecznych; poprawić jakość środowiska (zmniejszyć hałas, emisje gazów); poprawić jakość przestrzeni publicznych; zapobiegać zjawisku urban sprawl (rozlewaniu się miasta)” – czy nie nam wszystkim na tym zależy?

Dodaj komentarz