ploty

Płoty wokół nas

Temat grodzonych osiedli był przez kilka lat jednym z ważnych wątków debaty publicznej: prawie masowe powstawanie zamkniętych, odseparowanych od otoczenia osiedli mieszkaniowych zatrważało socjologów i urbanistów, cieszyło użytkowników (lokale na osiedlach za płotem sprzedawały się lepiej). Teraz dyskusje o zjawisku gettoizacji, której Polacy poddawali się na własne życzenie nieco przycichły, nawet pojawiają się deweloperzy, szczycący się budowaniem osiedli otwartych (!). tymczasem stajemy w obliczu kolejnej „odmiany” procederu grodzenia, segregowania i szatkowania przestrzeni. Wraca na to uwagę Wojciech Kacperski na łamach „Kultury Liberalnej”. Chodzi o grodzenie domów, położonych w śródmieściu Warszawy.

O ile separowanie płotami nowych osiedli powoduje przede wszystkim szkody społeczne, tworzenie się enklaw i zamkniętych grup „lepszych” obywateli, o tyle stawianie parkanów pomiędzy wolnostojącymi domami w centrum niszczy strukturę miasta, likwidując znane mieszkańcom skróty i przejścia, podwórka i zaułki. „(…) znikają dawne sekretne przejścia, którymi skracaliśmy drogę przemieszczając się po mieście, albo które pozwalały na chwilę wyrwać się z tłumu ulicznego. Wątpliwe wydaje się w takim wypadku stwierdzenie, że dzięki takim grodzeniom ochrania się daną przestrzeń przed osobami, które miałyby ją zanieczyścić. Do furtek i płotów tych dojść można z innej strony, choćby naokoło, zawsze bowiem znajdzie się jaką otwarta brama, którą będzie można wejść. Ale przejście pozostanie zamknięte, bo tak chciała spółdzielnia lub wspólnota” – zauważa Kacperski.

Zjawisku „szatkowania” centrum Warszawy płotami i parkanami poświęcona była niedawno audycja w radiu Tok FM – rozmawiali o tym Wojciech Kacperski i Martyna Obarska z Res Publiki Nowej.

Dodaj komentarz