Siedziba Mera Londynu, fot. Arpingstone, Wikimedia Commons / CC-BY-SA-3.0

Prezydent – symbol miasta

Gdy w sierpniu 2012 roku w czasie Igrzysk Olimpijskich mer Londynu Boris Johnson utknął na linie, po której miał widowiskowo zjechać do Victoria Park, choć cały świat śmiał się z tej wpadki, sam Johnson wykorzystał ją na swoją korzyść – urzędujący drugą kadencję zarządca stolicy Wielkiej Brytanii umie przekuć na słupki poparcia nawet pozornie kompromitujące go wydarzenia. Johnson jeździ po mieście na rowerze, wygłupia się do kamer, nie przestając być jednym z najważniejszych polityków w swoim kraju. Choć nie wszyscy mieszkańcy Londynu go lubią czy cenią, wobec mera tej ośmiomilionowej metropolii trudno pozostać obojętnym.

Siedziba Mera Londynu, fot. Arpingstone, Wikimedia Commons / CC-BY-SA-3.0
Siedziba Mera Londynu, fot. Arpingstone, Wikimedia Commons / CC-BY-SA-3.0

Kilka dni temu Łukasz Mężyk w serwisie 300polityka.pl porównał ekscentrycznego mera Londynu z prezydent Warszawy, Hanną Gronkiewicz-Waltz. Wychodząc z założenia, że obie te postacie mają podobną szanse stać się ważnymi osobistościami w swoich regionach kontynentu, autor dochodzi do wniosku, że prezydent polskiej stolicy nie potrafi tej szansy wykorzystać.
”O obojgu mówi się, że mogą kiedyś zastąpić urzędującego premiera ze swojej partii. Boris Johnson pozostaje najpopularniejszym politykiem brytyjskim. W trudnym okręgu, bo Londyn jest przecież wielokulturowym, światopoglądowo liberalnym centrum a Johnson jest politykiem konserwatywnym, wygrał w tym roku drugą kadencję z popularnym politykiem labourzystowskim Kenem Livingstonem. Hanna Gronkiewicz-Waltz, wiceprzewodnicząca PO nie jest nawet notowana przez CBOS. „Wyklepanie” w porannych programach radiowych przekazów dnia swojej partii raczej nie pomoże jej w wybiciu się na samodzielną osobowość polityczną” – pisze Łukasz Mężyk.
Wobec Hanny Gronkieiwcz-Waltz i jej sposobu zarządzania stolica stawia się podobne zarzuty, jak wobec całej partii, z której się ona wywodzi. Mężyk nazywa to „tyranią status quo”, ale nie trzeba być wytrawnym obserwatorem sceny politycznej, by zobaczyć, że w zarządzaniu naszą stolicą brakuje nie tylko polotu, ale i pomysłu, że władze Warszawy nie mają dalekosiężnych planów, koncepcji budowy „miasta przyszłości”, pani prezydent nie zależy na tym, aby mieszkańcy identyfikowali się ze swoim miastem. Boris Johnson, choć ma zapewne tyle samo zwolenników, co przeciwników, poprzez swoją wyrazistość tworzy emocje, które wiążą się nie tylko z nim osobiście, ale i z miastem, którym zarządza.

Dodaj komentarz