Sopot, Zakład balneologiczny, fot. Tomasz Kolowski Tommy jr, (CC BY-SA 3.0)

Uzdrowisko, które nie leczy

Niedawno Ministerstwo Zdrowia ogłosiło wykaz miejscowości, które zagrożone są utratą statusu uzdrowiska. Jak w „Polityce” z 4 września pisze Ryszarda Socha, w gronie uzdrowisk, co do których Ministerstwo ma najwięcej zastrzeżeń, znajduje się m.in. Sopot, w którym przekroczone są dopuszczalne w miejscowości uzdrowiskowej normy hałasu oraz poziom zanieczyszczenia powietrza.

Sopot, molo, fot. Tomasz Kolowski Tommy jr, (CC BY-SA 3.0)
Sopot, molo, fot. Tomasz Kolowski Tommy jr, (CC BY-SA 3.0)

Miasta czy gminy, które chcą ubiegać się o status uzdrowiska muszą spełnić szereg wymogów, nie tylko tych związanych z dostępem do leczniczych złóż naturalnych, ale i czystością wody i powietrza, niskim poziomem hałasu; muszą posiadać odpowiednią bazę i infrastrukturę. Na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia można przeczytać: „Polskie uzdrowiska działają na podstawie ustawy uzdrowiskowej i aby uzyskać status uzdrowiska muszą posiadać: klimat lokalny o walorach leczniczych, unikalne, naturalne złoża surowców uzdrowiskowych, zakłady opieki zdrowotnej udzielające świadczeń z zakresu lecznictwa uzdrowiskowego przez wysoko wykwalifikowane kadry medyczne, obiekty szpitalne i sanatoryjne z pełnym zapleczem, o wysokim standardzie, urządzenia przeznaczone do korzystania z uzdrowiskowych zasobów naturalnych, wymagania określone w przepisach prawa o ochronie i kształtowaniu środowiska, odpowiedni obszar pozwalający na wyodrębnienie stref ochrony uzdrowiskowej, pełną infrastrukturę techniczną, znaczenie ponadlokalne”.

Sopot, Zakład balneologiczny, fot. Tomasz Kolowski Tommy jr, (CC BY-SA 3.0)
Sopot, Zakład balneologiczny, fot. Tomasz Kolowski Tommy jr, (CC BY-SA 3.0)

Jak w artykule „Wiele hałasu o Perłę” w n-rze 36 tygodnika „Polityka” pisze Ryszarda Socha, „Ze statusem uzdrowiska prócz obostrzeń wiążą się też pożytki. Na przykład opłata uzdrowiskowa (nie mylić z klimatyczną), w Sopocie wynosi 4,20 zł/dobę . Sopot zbiera w ten sposób 1,7 mln zł rocznie. Ministerstwo Zdrowia dorzuca drugie tyle i wychodzi 3,4 mln zł. Niby niedużo, ale jednak ok. 1–1,5 proc. rocznego budżetu kurortu. Dzięki uzdrowisku sanatoria mają kontrakty z NFZ. To kuracjusze z chudszym portfelem, ale jednak całoroczni, obecni w okolicznych lokalach, w sklepach. Jak wylicza dr Waldemar Krupa, naczelny lekarz uzdrowiska, w sanatoriach gości rocznie ponad 10 tys. osób. Dwa z nich – Leśnika i Perłę – prowadzi SPZOZ Uzdrowisko Sopot, spółka podległa miastu. Osiąga ona 300 tys. zł czystego zysku rocznie. Pobyt aż 95 proc. jej kuracjuszy opłaca NFZ. Sanatoria dają zatrudnienie około 300 osobom. Łatwiej też pozyskiwać pieniądze z funduszy ekologicznych”.

Jak się łatwo domyślić, żadna miejscowość sanatoryjna nie chce utracić swojego statusu. Na liście „zagrożonych” poza Sopotem znalazły się m.in. Cieplice-Zdrój, Muszyna, Kamień Pomorski czy Supraśl. O ile jednak w małym ośrodku łatwiej np. zminimalizować hałas, o tyle w modnym, tłumnym i coraz gęściej zaludnionym Sopocie nie jest łatwo zapewnić mieszkańcom wygody (czyli np. szerokie ulice, rozwinięty system komunikacji), rozwijać miasto (pozwalać na budowę nowych osiedli, hoteli, obiektów handlowych i plomb w centrum), zachowując jednocześnie charakter kameralnego uzdrowiska. Sopot poza tym, że podejmuje co roku 10 tysięcy kuracjuszy, jest celem podróży zdrowych i żądnych rozrywek turystów. Ich interesy zawsze pozostaną w sprzeczności.

Dodaj komentarz